Jerzy Frodsom: Dziejowa psychoanaliza szwabskiego postępu

Jerzy Frodsom: Dziejowa psychoanaliza szwabskiego postępu

W historii świata państwo niemieckie odegrało potężną rolę. Grało pierwsze skrzypce w sztuce, wpływało czynnie na naukę i kulturę poprzez liczne odkrycia, rodziło wspaniałych artystów i po dziś dzień tworzy wspaniałe samochody. Ten świetlany obraz kontrastujący z posępnym widokiem kominów w Auschwitz, nazistowskimi bestialstwami i brutalnymi wojnami powinien nam dać do myślenia. Niestety większość z nas nie potrafi myśleć szerzej na tyle, by dostrzec proste wzorce, jakie pojawiają się, gdy rozpatrzymy dzieje Niemiec kompleksowo.

By uzyskać szeroki obraz, powinniśmy zacząć od początków historii państwa niemieckiego. W czasach, gdy Polska dopiero się formowała, państwo niemieckie było już wystarczająco silne, byśmy byli od niego mocno zależni politycznie. Mam tutaj na myśli wizytę Ottona III w Polsce, który włożył na głowę księcia Bolesława diadem, wskazując na jego godność do sprawowania władzy królewskiej. Już w tysięcznym roku Święte Cesarstwo Rzymskie stanowiło centrum kultury i cywilizacji zachodniej. To właśnie w tamtym czasie powinniśmy poszukiwać początków kształtowania się mentalności niemieckiej. Mentalności, której celem było „bycie bardziej”. Niemcy zawsze byli bardziej katolickimi katolikami niż cała reszta. Później, gdy przyszedł protestantyzm, byli bardziej protestanccy niż inni protestanci. W końcu Marcin Luter również był Niemcem. Erich Fromm właśnie w tych czasach poszukiwał przyczyn utworzenia się mentalności nazistowskiej oraz osobowości autorytarnej, która doprowadziła do wybrania Hitlera w wolnych wyborach. To właśnie Luter wraz z jego tezami miał jakoby dać początek łańcuchowej reakcji psychologicznej, która stworzyła warunki dla wyrośnięcia nazizmu. Bardziej katoliccy i bardziej protestanccy Niemcy zdają się być sprzecznością. Jeśli jednak doliczymy przestrzeń czasu oddzielającą te dwa stany, to dostrzeżemy, że to, co niezmienne, to fakt, że Niemcy nadal pretendują do tego, żeby „być bardziej”.

Gdy przejdziemy o krok dalej w czasie i spojrzymy na „osiągnięcia” Hitlera, to również bez problemu będziemy w stanie zauważyć współczesną tendencję Niemiec do „bycia bardziej”. Hitler swoje sukcesy osiągał poprzez, o ironio, wmawianie ludziom, że „są bardziej”! W końcu aryjski lud miał rządzić Ziemią. Lud aryjski „był najbardziej bardziej”! Żaden inny lud i żadna inna rasa nie „była bardziej” niż aryjski lud niemiecki! No i faktycznie udało mu się w pewnym stopniu uczynić te twierdzenia prawdą. Lud niemiecki stał się bardziej bestialski, bardziej zepsuty, bardziej niemoralny niż jakikolwiek inny lud zamieszkujący naszą planetę. Jednak zanim popadł w szpony zła, zdołał zbudować „bardziej potężną” gospodarkę niż gospodarki państw sąsiadujących. Zdołał „bardziej odbudować” kraj po I wojnie światowej niż jakikolwiek inny kraj biorący w niej udział. Zdołał „bardziej zmienić” mentalność przeciętnych obywateli kraju. Tutaj powinna nam się rzucić w oczy kolejna zależność. By móc być bardziej wojującym i dominującym krajem, najpierw trzeba stać się krajem bardziej wydajnym ekonomicznie.

Niemieckie „bardziej” lubi układać się sinusoidalnie. Gdy przez jakiś czas w Niemczech jest dobrze, ludzie są zgodni i solidarni, to pojawia się zawsze jakaś siła, która ukierunkowuje to charakterystyczne „bardzenie” równią pochyłą w dół. Tak zrobił Hitler i tak też współcześnie robi Angela Merkel. Dzisiejsze „bardziej chrześcijańskie” i „bardziej tolerancyjne” podejście Niemiec w polityce wynika z uprzedniego „bardziej ateistycznego” i „bardziej nietolerancyjnego” nazizmu. Jednak jak to zwykle bywa, każde ekstremum staje się krzywdzące dla innych, jeśli nie mamy umiaru. Tak też jest i dzisiaj. Dzisiejsze decyzje rządu niemieckiego i pośrednio także Unii Europejskiej są skażone nazistowskimi korzeniami. Większość ich działań jest tłumaczonych racjonalnie w różnoraki sposób, co w charakterystyczny dla polityki sposób rozmazuje granice między dobrym a złym – relatywizuje obiektywne dobro i zło. Jednak wszystkie ich działania noszą znamiona psychologicznych mechanizmów obronnych!
Otóż osoba, która w dzieciństwie została pogryziona przez psa, będzie w życiu dorosłym prawdopodobnie unikała kontaktów z tymi stworzeniami, rozszerzając lęk przed tamtym psem, który był sprawcą traumy, na wszystkie inne psy. Takie uogólnienie może mieć różne stopnie. Jedna osoba będzie się bała psów w ogóle, inna tylko psów o czarnej sierści, a jeszcze inna wszystkich zwierząt. To, co będzie dla nich charakterystyczne to unikanie kontaktu z bodźcem, który może wywoływać wyjątkowo nieprzyjemne wspomnienie. Jeśli przyjrzymy się dokładnie, to dostrzeżemy polityczno-psychologiczną analogię do narodu niemieckiego. Przegranie II wojny światowej oraz brzemię państwa, które wywołało wojnę i wcieliło w życie nazistowskie idee było ciężkim ciosem dla wybujałego szwabskiego ego. Było wielkim czarnym wilkiem gryzącym do samych kości.
Teraz większość Niemców wypiera fakt jakoby ich przodkowie wrzucali ludzi do pieców krematoryjnych. Wypiera również odpowiedzialność swojego narodu za holocaust, nienawiść rasową, nietolerancję i makabryczne bestialstwo. Oczywiście wspomnienia wyparte mają to do siebie, że nie przebijają się do świadomości, więc typowy Niemiec świadomie odgradza się od „nazistów”, jak gdyby byli nie jego przodkami i nie pochodzili z jego narodu. Typowy Niemiec z nazistów robi jakiś odrealniony zły twór, który gdzieś tam istniał i pochodził z jego kraju, ale był jednak kimś z gruntu obcym. Tymczasem, by podkreślić swoją inność od zepsutych przodków, naród niemiecki robi wszystko, co przeciwne do zachowań hitlerowców. Współcześnie w polityce Angeli Merkel możemy dostrzec, jak bardzo naród niemiecki zmaga się z wielką mroczną bestią ukrytą w kolektywnej podświadomości.

Niemiecki naród w karykaturalny sposób walczy z bestią swojego wewnętrznego autorytaryzmu. Zwalczając swoje predyspozycje do dominacji i agresji, nie dostrzegają oni, że do walki ze swoją wewnętrzną bezwzględnością używają właśnie bezwzględności. Niemcy hitlerowskie były bardziej rasistowskie, bardziej narcystyczne, Niemcy merkelowskie są bardziej tolerancyjne, bardziej otwarte i światowe. To, co pozostało niezmienne, to tendencja do ciągłego bycia bardziej oraz autorytarne metody, które, o ironio, stosują nawet do wprowadzania demokratycznych postulatów.
Współczesna Europa, gdzie naród z takimi problemami gra pierwsze skrzypce, jest poważnie zagrożona. Racjonalny osąd jest tłumiony jeśli tylko nie jest totalnym zaprzeczeniem cech widocznych u Hitlera. To, co silne, jest złe. Każdy mundur jest zły, a każdy, kto jest dumny z bycia obywatelem danego kraju jest, ad hoc, przyrównywany do nazistów. Każde przywiązanie do narodu i swoich wartości jest postrzegane jako zagrożenie faszyzmem. Taki patologiczny strach przed tym, co kryje psychika każdego jednego człowieka, powoduje poważne zaburzenia nie tylko w polityce krajowej, ale także światowej. W końcu zarówno siła, jak i stanowczość są niezbędne do budowania dobrze działającej gospodarki i zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa.

Nie możemy dać sobie wmówić ich retoryki i patrzeć na świat zaburzonym niemieckim okiem. Musimy potrafić utrzymać racjonalną perspektywę i trzeźwy osąd mimo tego, że przez takie zachowanie nigdy nie będziemy „bardziej” niż Niemcy. Będą oni wykorzystywali mechanizm projekcji własnych lęków na wszystkich ludzi, którzy będą głosili postulaty, których obawiają się Niemcy walczące ze swoim zinternalizowanym Adolfem. Jeśli Polacy będą chcieli się jednoczyć pod biało-czerwonymi barwami, jeśli Orzeł Biały będzie widoczny na sztandarach, a hasła Bóg, Honor, Ojczyzna będą przebrzmiewać potężnym głosem wyrywającym się z tysięcy piersi, to Niemcy jako pierwsi okrzykną nas nazistami. Staniemy się bowiem ekranem dla projekcji ich zdeprawowanego szowinizmu, który jest problemem, z którym ten wielki naród małych narcyzów z przerośniętym ego nadal sobie nie poradził.

Jerzy Frodsom

portal Kierunki

www.kierunki.info.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *