Powrót do Dugina

Powrót do Dugina

Postaci, jaką jest Aleksander Dugin nie trzeba czytelnikom „Polityki Narodowej” przedstawiać. Jest on zresztą w Polsce dosyć znany. Z jednej strony, w środowiskach radykalnej prawicy, nacjonalistycznych i tradycjonalistycznych – jego myśl cieszy się, jeśli nie uznaniem, to przynajmniej zainteresowaniem. Z drugiej strony, polska centroprawica widzi w nim – zupełnie zresztą bezsensownie – „głównego ideologa Kremla”, „szamana Putina”. Pozwólmy sobie na truizm: by sobie o Duginie zdanie wyrobić – trzeba go czytać. Choćby z tego względu warto sięgnąć po najbardziej znaną jego pracę, którą niedawno przetłumaczono na język polski.

Opublikowane po rosyjsku w 2000 r. „Podstawy geopolityki” to ta słynna praca, którą poleca się na rosyjskich uczelniach wojskowych jako podręcznik do tej dziedziny. Do pewnego stopnia to nie dziwi – wszak częściowo wypełnia ona rolę właśnie dobrego wprowadzenia do teorii geopolityki. W pierwszych rozdziałach książki Rosjanin omawia znane koncepcje geopolityczne – i rozdziały te właściwie mogłyby być traktowane tak jak analogiczne w bardziej „standardowych” publikacjach tego typu. Już jednak przy opisie podstawowych teorii wyraźnie widać podział, który jest osią koncepcji samego Dugina. Mowa o opozycji Morze-Ląd, zgodnie z którą autor dzieli samych twórców geopolityki. Po jednej więc stronie mamy nazwiska takie jak: Ratzel, Schmitt, Haushofer, Sawicki, a po drugiej: Mackinder, Spykman, Mahan, Vidal de la Blache. Nietrudno zgadnąć, po której stronie sytuuje swoje sympatie Dugin. Charakterystyczne jednak, że nie wpływa na obiektywizm jego pisarstwa, przynajmniej w tej części wywodu. Z czasem funkcja deskryptywna zaczyna ustępować ideologicznej. „Dwie początkowe koncepcje geopolityki to Ląd i Morze. Te dwa elementy, Ziemia i Woda, leżą u podstaw jakościowego rozumienia ziemskiej przestrzeni. Doświadczając Lądu i Morza, Ziemi i Wody, człowiek styka się z podstawowymi aspektami swojego istnienia. Ląd to stabilność, gęstość, trwałość, przestrzeń jako raka. Woda to ruchliwość, miękkość, dynamika, czas” – pisze Dugin. Powtarzający się na kartach historii spór między demokracją i ideokracją, cywilizacją handlu i cywilizacją wojskowo-autorytarną: Atenami i Spartą, Kartaginą i Rzymem, USA i ZSRR. Przestrzeń warunkuje to, że w krajach Morza dominuje kult wolności jednostki i praw człowieka, w krajach Lądu zaś – państwo totalne i socjalizm. Lądową odpowiedzią na liberalną demokrację, gdzie „normy społeczne, prawne i etyczne stają się płynne”, może być tak autorytarna monarchia, teokracja, jak i komunizm – byleby na piedestale znajdowała się wspólnota, a nie wolność jednostki.

Przez resztę książki Dugin właściwie rozwija swoją apoteozę Rosji jako czynnika, który może zapewnić triumf sił Lądu. By się to jednak stało, w samej Rosji zapanować musi system wartości państwowych i narodowych, zaś liberalizm znaleźć musi się poza nawiasem życia społeczno-politycznego – kiedy to nastąpi, kompromis między różnymi siłami obozu patriotycznego (od narodowych komunistów po narodowych teokratów) stanie się możliwy.

Przywiązanie Dugina do słowa „naród” należy jednak rozumieć swoiście. Rosjanin bowiem odrzuca państwo narodowe. Największą zmorą według geopolityka jest perspektywa triumfu w Rosji jakiejś formy ruchu „młodoruskiego” – takiego jak młodoturcy w Imperium Osmańskim – ruchu etnonacjonalistycznego, rezygnującego z imperialnej tradycji na rzecz dążeń do budowy państwa narodowego w zachodnim, postjakobińskim stylu. Specyfika rosyjskiego nacjonalizmu jest związana nie z krwią a z przestrzenią. Właściwie to postulowany przez Dugina nacjonalizm nie jest nacjonalizmem sensu stricto. Jak pisze geopolityk: Rosja nigdy nie stawiała sobie za cel stworzenia państwa narodowego, zawsze miała charakter uniwersalistyczny, zawsze chciała tworzyć imperium, a więc być zlepkiem ludów, kultur, religii. Ekspansjonizm jest „integralną częścią historycznej egzystencji narodu rosyjskiego i jest ściśle związany z jego misją cywilizacyjną”. To zjawisko służy upowszechnianiu rosyjskości, rosyjskiego stylu życia, rosyjskiej religii. Na tym etapie, na którym Rosja znalazła się dziś, potrzebny jest jednak powtórny „podbój” samego państwa, a przede wszystkim społeczeństwa. Pisze Dugin więc o konieczności resakralizacji życia społecznego, powrotu narodu rosyjskiego do prawosławia. Powinien być to powrót autentyczny, czyli taki, który np.: umożliwi odrzucenie plag aborcji i antykoncepcji oraz pozwoli powrócić na drogę szybkiego wzrostu demograficznego. „Spadek demograficzny można zatrzymać, a następnie prowokować proces odwrotny tylko za pomocą odpowiednich ideologii, które skupiałyby się na zmianie świadomości narodu” – pisze geopolityk.

Odrodzenie moralne Rosji nie może się – zdaniem Dugina – dokonać bez przebudowy gospodarczej i odejścia od kapitalizmu. Autor „Podstaw geopolityki” odwołuje się tu do idei ekonomicznych Friedricha Lista i proponuje uczynić go postacią ikoniczną jednej z dróg rozwoju gospodarczego, tak jak ikonami są do dziś Adam Smith czy Karol Marks. Pomysł ciekawy i godny podchwycenia. Nie trzeba wszak być eurazjatą, by mieć tego świadomość. Należy poniekąd wyrazić ubolewanie nad faktem słabej znajomości myśli Niemca w naszym kraju.

Interesująco wypada opis tego, co Dugin myśli o innych niż Rosja siłach na obszarze, do którego Moskwa miałaby rościć sobie pretensje. Dugin uważa, że to Japonia jest naturalnym sojusznikiem Moskwy na Dalekim Wschodzie. Chiny ukazane są tu jako państwo co prawda kontynentalne, lądowe, ale sprzyjające USA. Jest to szczególnie interesujące – bowiem Dugin zupełnie pomylił się w przewidywaniach w sprawie tego, co stanie się w niedalekiej przecież przyszłości. Wydaje się cokolwiek zdumiewające i nasuwa myśl, że rosyjski geopolityk ma z Chinami większy problem. Być może trudno mu się pogodzić z faktem, że to właśnie Chiny stają się głównym ośrodkiem siły, mogącym zdominować Eurazję, stanowiącym przeciwwagę dla Ameryki, aż wreszcie – reprezentującym sobą nieporównanie większą potęgę niż karlejąca Rosja.

Podobnie za sojusznika atlantyzmu uchodzić ma panturkizm, zagrażający dodatkowo Iranowi. Ten z kolei jawi się jako jeden z głównych sojuszników Rosji. Dugin pisze wprost, że Moskwa „powinna delegować do Teheranu misję zaprowadzenia irańskiego świata”. Można przy tym powątpiewać, czy Irańczycy byliby zadowoleni z takiego ustawiania ich roli na mapie stosunków w Eurazji.

W Europie Środkowej z kolei, hegemonem, a zarazem głównym sojusznikiem Rosji, powinny być Niemcy. W opinii Dugina, kontrolujący ten region Berlin powinien tłumić „bezlitośnie” jakiekolwiek oznaki niemieckiego nacjonalizmu w dziele urządzania porządku. Można powątpiewać, czy gdyby Niemcy w ogóle podjęli się zadania wprowadzenia na tym obszarze swojego panowania, to czy trzymaliby się paradygmatu imperialnego w miejsce nacjonalistycznego. Jak wyszło w praktyce – wiemy z lekcji historii.

Swoje miejsce w kalkulacjach Rosjanina zajmuje też Polska, oczywiście podporządkowana Niemcom. Dugin postuluje działania wymierzone w nasz kraj w tym m.in. podsycanie napięć polsko-litewskich, ale też wspieranie antykatolickich nurtów w Polsce[1]. Co typowe dla Rosjan, widzi Dugin w Polsce państwo, na które należy patrzeć z niepokojem – wszak to na rywalizacji z nim Rosjanie zbudowali swoją siłę. Szczególnie czytając takie książki jak ta Dugina, można nabrać przekonania, że należałoby podejść bez kompleksów do naszego własnego dziedzictwa. Europa Środkowo-Wschodnia może być pojmowana jako wielka przestrzeń. Bez względu na ośmieszenie sarmatyzmu, jego zew towarzyszył naszej narodowej pasjonarności – pisze w przedmowie tłumaczka książki Aleksandra Radlak, i warto się chyba nad tą myślą pochylić.

Praca Dugina, a raczej pierwsze jej rozdziały, sprawdza się jako wstęp do  teorii geopolitycznych. Uczy Rosjanin myślenia w tych kategoriach, choć należyty dystans będzie tu koniecznością. Geopolityka jest bowiem świetnym narzędziem, przybliżającym nas do rozpoznania celów takich jak interesy państwa i narodu – ale tylko narzędziem, i to jednym z kilku. Sam Dugin wydaje się to zresztą rozumieć. Wszak czytając jego wywody jasnym jest, że często posługuje się on narracją geopolityczną dla uzasadnienia rosyjskich imperialnych ambicji. Z polskiego punktu widzenia rosyjski imperialista Dugin zawsze będzie przeciwnikiem, ale przeciwnikiem na swój sposób fascynującym. Śmiałość jego myśli, nawet jeśli uznać, że niektóre jej przejawy nabierają cech groteskowych, jest w kraju tak zakompleksionym jak Polska czymś godnym uwagi.

Grzegorz Ulicz

Polityka Narodowa nr 23

Aleksander Dugin, „Podstawy geopolityki”, Wydawnictwo ReVolta, Warszawa 2019, ss. 500.


[1]     Tezy to znane polskiemu czytelnikowi od dawna. Zob. Czekam na Iwana Groźnego, z A. Duginem rozm. G. Górny, „Fronda”, 1998, nr 11-12.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *