Lewico, podziękuj Kościołowi

Lewico, podziękuj Kościołowi

W ostatnich tygodniach przez Polskę przetoczyła się fala protestów zwolenników aborcji. Jednym z głównych adresatów ich przekazu, obok rządu PiS i Trybunału Konstytucyjnego, stał się Kościół katolicki. Przekaz ten był momentami nie tylko werbalny, co znalazło wyraz w dewastowaniu świątyń i zakłócaniu mszy. Faktycznie, zwolennicy lewicy mają powody, aby udawać się pod kościoły. Jednak nie w celu ataków, a złożeniu podziękowań. Gdyby bowiem nie postawa wielu hierarchów i duchownych, ich rewolucja nie byłaby możliwa.

Rewolucja przeniknęła Kościół

Kościół przez wieki był czymś wyjątkowym. Tego, co było w Kościele, nie było poza nim, a tego, czego pełny był świat, nie mogło być w Kościele. Szczególnie w czasach po rewolucji francuskiej, Kościół świat drażnił, stawał w poprzek jego planów, był dla niego solą w oku. Płacił za to nieraz wysoką cenę, ale był na to gotowy, bo wiedział, że cel, do którego zmierza jest o wiele więcej wart. Przekaz jaki płynął z ambon był jednoznaczny – albo Chrystus Król i jego Kościół, albo szatan, „władca tego świata”.

Rany powstałe u ludzi przez grzech pierworodny są jednak głębokie. Otwarły się one szczególnie szeroko u tych hierarchów, którzy zaczęli głosić potrzebę porozumienia Kościoła ze światem. Nie wyrządziło to wielkich szkód, gdy byli oni surowo zwalczani przez najwyższych pasterzy. Gorzej jednak, że w końcu to oni stali się tymi najwyższymi. Swój decydujący cios wyprowadzili oni w czasie, gdy ludzkość zdezorientowana była dwiema wojnami światowymi i trwającą trzecią – zimną. Nie jest moim celem opisywanie tego „roku 1789 w Kościele katolickim” (wedle słów kard. Leona-Josepha Suenensa), jakim był sobór watykański II i procesu destrukcji jaki po nim nastąpił. Chciałbym tylko podkreślić, że to, co obecnie obserwujemy na polskich ulicach, nie zaszłoby, gdyby nie wydarzenia z ostatniego pięćdziesięciolecia.

Mit katolickiej Polski

Obecnie opada coraz więcej nomen omen masek, które ukazywały Polskę jako kraj katolicki. Widzimy, że pokolenie współczesnych nastolatków oraz ich nieco starszych kolegów nie jest już nawet „wierzące-niepraktykujące”, ale wręcz wrogie wobec katolicyzmu i jego społecznej nauki. Mocno pomógł w tym sam Kościół. Przez wiele lat Polska jawiła się jako oaza katolickiego spokoju. Może i nie wszystko było idealne, ale jakichś większych powodów do narzekania też nie mieliśmy. Upadek duchowy i moralny Zachodu wydawał się być czymś odległym. Naszą czujność uśpiła fasada złożona z wigilijnych opłatków, wielkanocnych jajek, wyprasowanych garniturów z procesji Bożego Ciała i wszechobecnych pomników Jana Pawła II. Wielu nie zdawało albo nie chciało sobie zdawać sprawy, jakim wielkim „grobem pobielanym” jesteśmy. Aż w końcu rewolucyjne trzęsienie ziemi zaczęło wyrzucać na powierzchnie cuchnące zwłoki. Preludium była zeszłoroczna fala profanacji. Kulminacją zaś reakcje na ostatni wyrok Trybunału (słuszny, ale, niewątpliwie, podyktowany nie troską o życie dzieci, a polityczną kalkulacją), spotęgowane atmosferą pandemicznej psychozy.

Niektórzy ze zdziwieniem odkryli, że polska młodzież to w większości nie nieśmiałe dziewuszki w wyciągniętych swetrach brzdąkające „Barkę” na gitarze, ani też poczciwi pryszczaci ministranci. Okazało się, że ulubioną rozrywką naszych nastolatków nie jest oazowe łapanie się za ręce, a teoria o mitycznym „pokoleniu Jana Pawła II” jest tylko nieśmiesznym żartem sprzed kilkunastu lat. Ktoś powie, że przecież te dzieci w większości pochodzą z katolickich rodzin, chodziły na msze i lekcje religii, przygotowywały się do pierwszej komunii i bierzmowania. Co zatem sprawiło, że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej?

Kościół jako jeden z wielu

Jednym z głównych powodów jest, niewątpliwie, zanik poczucia nadprzyrodzoności. Kościół zaczął się skupiać na sprawach doczesnych tak, jakby to one były celem ludzkiego życia. Zamiast o trosce o duszę z ambon słyszy się o trosce o środowisko naturalne. Zamiast mówić o jedności w Chrystusie i konieczności nawracania niewiernych, powtarza się slogany o powszechnym braterstwie. Działalność dobroczynna nie wiąże się już z koniecznością dzielenia się z potrzebującymi pokarmem duchowym. Człowiek w Kościele nie znajduje prawie niczego, czego nie znalazłby w otaczającym świecie.

Kościół wszystkiemu próbuje też nadać wymiar rozrywkowy. Stąd msza z gitarami, pielgrzymka z tańcami, kazanie z rekwizytami, ślub z piosenkami Cohena. To wszystko jest polane jakimś quasi-religijnym sosem, ale to nie Bóg w tym jest już najważniejszy, ale człowiek i jego potrzeby emocjonalne. Powstaje więc pytanie – po co komu taki Kościół? Wiadomo, że media w rozrywce zawsze będą przodowały, Kościół nigdy ich nie wyprzedzi. Jeśli Kościół chce dawać to, co daje świat, niech wie, że świat jest i będzie w tym lepszy. W takiej to atmosferze wychowywała się przecież większość tych, którzy dziś wychodzą na ulice domagając się „prawa” do aborcji. Kościół, jak widać, ich nie pociągnął, bo jak miał pociągnąć marną podróbką kultury masowej?

Klęska nowej wizji kapłaństwa

Ktoś powie, że do Kościoła zniechęciły młodych ludzi skandale jakie nim wstrząsały. To pewnie prawda, ale tych skandali nie byłoby, gdyby pasterze Kościoła byli wierni jego odwiecznym ideałom. To, że do mistycznego Ciała Chrystusa zaczęli przenikać homoseksualiści i pedofile było efektem przyjęcia liberalnego sposobu myślenia i odejścia od tradycyjnej dyscypliny. Według nowej teologii, kapłan nie jest już pasterzem i ofiarnikiem mającym, w razie konieczności, oddać nawet życie za swoje owce. Staje się on raczej pracownikiem socjalnym, urzędnikiem i celebrytą. Czy ktoś, kto nie ma jasno sprecyzowanego celu stania się „drugim Chrystusem” i poświęcenia dla ratowania dusz, może wytrwać na trudnej drodze wierności powołaniu i być wzorem dla kogokolwiek?

Dziś nie wystarczy bronić budynków kościelnych. Trzeba, aby sam Kościół obronił się przed tym, co niszczy go od wewnątrz. Ta bowiem lewica, która dziś z nim walczy, wcześniej przerobiła go na swoją modłę. Dzieci, które dziś wylegają na ulice, wyszły przecież spod jego skrzydeł.

Filip Bator

foto: PAP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *