Wojna rosyjsko-ukraińska

Wojna rosyjsko-ukraińska

Polska wobec jawnej napaści Rosji na Ukrainę stała się państwem przyfrontowym, jednocześnie sojuszniczym wobec ofiary agresji. Przez media przelała się fala sympatii i wsparcia dla Ukrainy i jej mieszkańców. Wykreowano jednoznaczny, bohaterski wizerunek Ukraińców walczących w obronie swojej ojczyzny. Żołnierzy rosyjskich jednocześnie przedstawia się jako wojennych laików lub krwawych zbrodniarzy.

Wokół tej wojny narasta wiele medialnych mitów, fake newsów i przekłamań. Najsłynniejszym casusem jest chyba ten z obrońcami Wyspy Węży. Mieli zginąć bohaterską śmiercią tuż po tym, jak kazali rosyjskiemu okrętowi “(tutaj wstaw naczelne hasło Strajku Kobiet)”. Zamiast analizy tego, co się wydarzyło, warto odejść od medialnych wydarzeń i szukać tego, co niewidoczne.

Słabnąca pozycja USA jako światowego hegemona jest zgodna z czymś, co jest określane jako cykl życia imperium. I właśnie amerykańskie imperium jest w fazie schyłkowej. Pogrąża się w konfliktach wewnętrznych, gospodarka nie jest już najmocniejsza na świecie, a do tego nie jest im już wygodnie być światowym żandarmem. Przyroda nie znosi próżni, więc w takiej sytuacji do gry wchodzą pretendenci do “przewodzenia światu”. Wielu ekspertów upatruje w roli nowego imperium numer jeden Chin, które wydają się zmierzać ku temu. I to wydaje się być kluczem do obecnej sytuacji. Chyba tylko raz w historii jedno imperium zrobiło miejsce drugiemu bez wojny między nimi, mianowice Wielka Brytania ustąpiła przed potęgą USA. Świat Anglosasów pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych nie chce ustąpić bez próby pozostania w fotelu hegemona. W związku z tym wojna rosyjsko-ukraińska jest tylko jednym z frontów walki o światowe przywództwo. Europa Środkowa jest chwilowo obszarem kluczowym w walce o panowanie nad światem. Trzeba zauważyć, że państwa kontrolujące te obszary w większości w końcu stają się potęgami, tak było z Polską doby jagiellońskiej i wczesno-elekcyjnej. Tak stało się z Rosją, gdy zaczęła panować nad tą częścią świata. Tak też to widzą Niemcy, które wielokrotnie chcieli zdobyć Leubensraum na Wschodzie. Tak widzą to Stany Zjednoczone chcąc szachować Chiny, które już kilka lat temu wystąpiły z inicjatywą 16+1.

Konflikt zbrojny toczący się za naszą wschodnią granicą służy przede wszystkim zdestabilizowaniu kluczowej części świata i zachowaniu kontroli anglosaskiej nad nią. Skuteczne skłócenie narodów zamieszkujących ten obszar jest typową realizacją zasady “dziel i rządź”. Jakim cudem Rosja dała się wciągnąć w ten konflikt, w którym tak srogo ma obrywać? Być może decyzje zapadły na poziomie niedostępnym dla zwykłych ludzi i Putin miał tylko zacząć konflikt, który godzi w status Rosji jako potęgi, by zostać “obalonym” i zastąpionym przez wyłonionego “w nowej kolorowej rewolucji demokratycznego lidera Rosji”, który podpisze odpowiednie dokumenty pokojowe i z biegiem czasu zbliży Rosję do obozu euro-atlantyckiego w związku z rosnącą potęgą Chin. Główną blokadą ku temu zbliżeniu może być opinia publiczna. Obecnie nie da się jej przerobić na ociekającą sympatią wobec Rosji pod wodzą Putina. Czas płynie na niekorzyść USA, potęga gospodarcza i militarna Chin rośnie z roku na rok. Stąd może tak radykalne kroki. Medialnie przedstawiany wizerunek Putina jako szaleńca może być jego ceną, jaką zapłaci dla “dobra Rosji”. Jelcyn swego czasu został odsunięty od władzy mając wizerunek zwykłej moczymordy. Jego miejsce wówczas zajął Putin. Teraz może być czas, gdy to on ma ustąpić, a nazwiska następcy nie znamy, bo to ma być “spontaniczny lider”. Demokratycznemu przywódcy opinia publiczna wybaczy i z radością przyjmie obciążenia, by pomóc odbudować Rosję po sankcjach i kryzysie z nich wynikłym, bo “naród rosyjski nic nie zawinił”. Z nowym liderem Rosji prezydent Ukrainy może podpisać traktat pokojowy. Taki obrót spraw tłumaczy nagły zwrot polityki Berlina wobec Moskwy. Włączenie się Niemiec w blok anty-putinowski i wzmożenie wysiłku militarnego świadczyć może o realizacji tego planu. Kluczowym pozostaje pytanie jak zachowają się Chiny, które dość symbolicznie włączyły się w sankcje przeciw Rosji. Ich motywacje są jednak zgoła inne. Oni sami chcąc zająć miejsce USA muszą przejąć część obowiązków hegemona, a więc między innymi objęcie protekcją kluczowych dla swoich interesów obszarów. Ukraina będąc na trasie Nowego Jedwabnego Szlaku, podobnie, jak Polska, jest dla Chin bardzo cenna. Jedną z zasad chińskiej polityki jest budowanie sytuacji, gdy i one i państwo partnerskie ma wymierne korzyści. Oczywiście, będą dbać bardziej o swoje interesy, ale zawsze chcą, by partnerowi “coś skapnęło”. Stąd wsparcie dla Ukrainy ze strony Chin i chęć rozmów z państwami Europy Środkowej i Wschodniej w formacie “16+1”. Chcą też stabilnej sytuacji Rosji, jako “strategicznego partnera i sojusznika”.

W związku rosyjsko-chińskim to Chiny są silniejsze. W ewentualnym mariażu USA-UE-Rosja to Rosja jest też tą słabszą. W związku z tym niekoniecznie prezentowany scenariusz z “obaleniem” Putina musi się ziścić. Może zostać u władzy i wejść w ściślejszą współpracę z Chinami, które również mogą pomóc Rosji stanąć na nogi w związku z nadchodzącym kryzysem gospodarczym. Ewentualny demokratyczny lider Rosji może przecież wciągnąć Rosję do kolaboracji z anglosasami, uzyskać wymierne wsparcie gospodarcze w ramach nowego planu Marshalla, który obejmie może i Ukrainę, by następnie po odbudowie kraju przejść na pozycje prochińskie. Może też USA zaaranżują jakiś konflikt w Azji, by zacząć osaczać swoimi bazami Chiny, jak to do tej pory było z Rosją? USA niekoniecznie mają czas na szachowanie Chin, więc bardzo prawdopodobne jest, że chcąc szybko wzmocnić swój obóz zrobią wiele, by przeciągnąć Rosję z jej zasobami na swoją stronę. Być może po “podzieleniu” przyjdzie czas “rządzenia” i traktat pokojowy w jakiś sposób zadowoli Rosję.

Pytaniem pozostaje: co może czekać Polskę? Warto na początku wspomnieć, że jesteśmy, jako państwo uwikłani w sieć sojuszy i powiązań polityczno-gospodarczych wiążących nas mocno z obecnym hegemonem – USA i jego “sojusznikiem” w postaci Unii Europejskiej. Stany Zjednoczone i Unia (zwłaszcza Niemcy) mają rozbieżne interesy. Głównym interesem Niemiec jest zrzucenie pretektoratu amerykańskiego i realizacja planu zdominowania Europy w sojuszu z Rosją. Świat wielobiegunowy, który nas czeka jest na rękę przedsiębiorczym Niemcom. Potencjał gospodarczy jest też potencjałem biznesowym, a brak protektoratu i mnogość partnerów o podobnej do Niemiec sile może służyć ich szybkiemu wzrostowi, by mieć udział w podziale światowego tortu. W tym Niemcy mają wprawę. To perspektywa jednak dla nas niewesoła. Oznacza dla nas to wprost niemiecką kuratelę. Włączenie Niemiec w obóz anty-putinowski oznaczać może zmianę ich planów, ale nie celów. W przypadku zmiany przywódcy Rosji na nowy, “demokratyczny” model Niemcy mogą z ochotą włączyć się w odbudowę i modernizację rosyjskiej gospodarki, co może służyć dalszemu zbliżeniu rosyjsko-niemieckiemu. To zaś zawsze jest dla naszego regionu niebezpieczne. Obecne opętanie polskiego społeczeństwa antyrosyjskością i pomocą Ukrainie jest złym symptomem. Uleganie medialnym przekazom przez społeczeństwo równa się podatności na manipulację, a to zaś służyć może posiadaczom mediów. To jednak zostawmy na inną okazję. Opętanie to mocne słowo, kogoś może urazić, bo pomaga z czystymi intencjami. Nie chodzi mi o obywateli, którzy ochoczo pomagają ukraińśkim uchodźcom, ale o polskojęzycznych polityków. Ich zgodność, co do pomocy Ukrainie i potępienia putinowskiej Rosji świadczą, że dostali takie same instrukcje od swoich seniorów. Ich wymachiwanie szabelką, choć może dostali gwarancje bezpieczeństwa, jest zawsze niebezpieczne. Licytowanie, jak bardzo trzeba pomóc biednej Ukrainie, jak mocno trzeba walczyć z “ruskimi onucami” brzmi opętańczo. Może to zniszczyć relacje z Chinami, które nie będą widziały w naszym państwie poważnego partnera do budowy wielkego projektu, jakim jest Nowy Jedwabny Szlak. W historii bogatymi i silnymi państwami były tylko te, które wykorzystywały swoje położenie na szlakach handlowych. Polska ma jeszcze potencjał bycia hubem na jednym z końców Nowego Jedwabnego Szlaku. To może być wielka dźwignia naszego rozwoju. To nie będzie podobać się Niemcom i Anglosasom. Niemcy chcą być hegemonem Europy, nie będą więc tolerować silnego państwa pod bokiem. Stany Zjednoczone chcąc pozostać światowym liderem muszą wypierać pretendentów do tej roli z ich obszarów zainteresowania. Chiny nie są państwem z silną marynarką wojenną, by moć kontrolować obecne szlaki handlowe. Chcą więc wypracować alternatywne, mniej kosztochłonne i zapewniające szybszy transport szlaki. Destabilizacja naszego regionu oraz Rosji uderzą w priorytetowy projekt Chin wyhamowując jego realizację w pełnej krasie. Pod znakiem zapytania pozostaje świadomość tej sytuacji przez naszych rządzących i zdolność do wyzyskania szansy. Ta sytuacja jest bowiem dużą szansą. Zamiast jednak stawać w pierwszym szeregu sojuszu anty-putinowskiego, co zapamiętają zwykli Rosjanie, powinniśmy ustawić się w pozycji oczekiwania na najlepszą ofertę. Kto ją złoży? Nie wiem, ale warto byłoby wysłuchać licytacji.

Przyszłość, jako kształtowana w teraźniejszości może okazać się prostsza. Putin zajmie Ukrainę, ustanowi powolny wobec siebie rząd, a państwa Zachodu prędzej czy później będą się musiały dogadać z Rosją, bo zwłaszcza Niemcy i Europa potrzebują dla swojego przemysłu rosyjskich surowców. A media zaczną społeczeństwom tłumaczyć taką konieczność dobrą i słuszną argumentacją. Pytanie czy rosyjska gospodarka będzie w stanie wytrzymać czas obowiązywania sankcji i czy Chiny wtedy pomogą swojemu “strategicznemu sojusznikowi”? Może też Rosja weźmie kilka lekcji od Iranu w zakresie radzenia sobie z sankcjami? Pytań jest wiele, odpowiedzi, jak zawsze przy przewidywaniach za mało. Pewne jest jedno, inicjatorem obecnej sytuacji jest ten, kto najbardziej na niej skorzysta.

Paweł Luberacki

portal Kierunki

kierunki.info.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *