Zapomniana rola ruchu nacjonalistycznego

Zapomniana rola ruchu nacjonalistycznego

Na to, żeby żyć w pełni życiem nowoczesnym, żeby wydawać z siebie tyle, ile w obecnych warunkach wydawać musi zarówno jednostka, jak i społeczeństwo, żeby tym samym dzielnie współzawodniczyć z innymi narodami, a sobie lepszą zgotować przyszłość, nam brak nie tylko dostatecznej kultury, nie tylko odpowiedniego wychowania, ale wprost brak nam pewnych zalet charakteru.

Roman Dmowski, „Myśli nowoczesnego Polaka”

O losach narodu, jego wielkości i upadku decyduje charakter tegoż narodu. Wszelkie inne okoliczności razem wzięte nie mają nawet części tego znaczenia. Nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach, moc charakteru danego narodu może przezwyciężyć trudności, zwalczyć opory rzeczy i ludzi, zapewnić przodujące stanowisko, podobnie -najbardziej korzystne warunki wewnętrzne nie uchronią narodu od upadku, gdy w charakterze danej zbiorowości brak elementów mocy i woli.

Jan Stachniuk, „Dzieje bez dziejów. Teoria rozwoju wewnętrznego Polski

Każdy świadomy nacjonalista wie, że przywiązanie do swojego narodu nie oznacza bezrefleksyjnej gloryfikacji cech jego charakteru oraz dorobku cywilizacyjnego, a wyznawana przez niego ideologia implikuje realistyczne spojrzenie na otaczającą go rzeczywistość. Dojrzała doktryna nacjonalistyczna, aby być skuteczna, musi posiadać jasno zdefiniowany obraz charakteru narodowego, nawet jeśli będzie on znacząco odbiegał od ideału. Świadomość wad i niedomagań jest pierwszym krokiem do ich skutecznej eliminacji.

W historii polskiego ruchu nacjonalistycznego w dziedzinie dokonania surowej oceny wad moralnych i wkładu Polaków w rozwój cywilizacyjny w szczególny sposób wyróżnili się Roman Dmowski – jeden z twórców ruchu narodowo-demokratycznego i jego główny ideolog, oraz Jan Stachniuk – redaktor naczelny pisma „Zadruga” oraz lider skupionego wokół niego grupy o tej samej nazwie. Odwaga, nieszablonowość, trafność i przede wszystkim aktualność stawianych tez i wyciągniętych przez ideologów wniosków sprawia, że ciężko znaleźć w historii ruchu narodowego innych myślicieli, których można by w tej dziedzinie przyrównać do wspomnianej dwójki. W analizach obu intelektualistów możemy dopatrzeć się szeregu podobieństw, jednak różnica pokoleniowa oraz różne spojrzenie na kwestie religijne sprawiają, że dorobki Dmowskiego i Stachniuka są na tyle oryginalne, iż konieczne jest oddzielne pochylenie się nad obydwoma.

Myśli nowoczesnego Polaka

Od powstania w drugiej połowie XIX wieku polskiego ruchu nacjonalistycznego ważną część jego dorobku intelektualnego stanowiła próba oceny narodu polskiego, jego charakterologicznych cech, dokonań na przestrzeni dziejów, osiągnięć na tle innych nacji oraz przyczyn położenia, w jakim się znalazł. Ówczesna sytuacja geopolityczna narodu polskiego kontrastowała z położeniem prężnie rozwijających się narodów europejskich, których dokonania w sferze nauki, kultury, polityki i gospodarki musiały budzić podziw. W takich warunkach krytyczne spojrzenie na dotychczasowy rozwój polskiej wspólnoty narodowej oraz wzmożone poszukiwania rozwiązania istniejącego stanu rzeczy były jednym z najważniejszych zadań ruchu narodowo-demokratycznego. Bezkompromisowe rozliczenie z szeregiem wad narodowych, trafne zdiagnozowanie ich źródeł oraz wyciągnięcie niekiedy bolesnych wniosków były konieczne dla zaistnienia warunków umożliwiających zrzucenie balastu hamującego prawidłowy rozwój, dokonanie przebudowy w sposobie myślenia milionów żyjących pod zaborami Polaków oraz stworzenia podłoża dla popularyzacji idei ruchu wszechpolskiego.

Opublikowana w 1902 roku na łamach „Przeglądu Wszechpolskiego” seria artykułów Dmowskiego stała się podstawą dla jego najbardziej znanego dzieła. Wydane rok później „Myśli nowoczesnego Polaka” na stałe trafiły do kanonu największych dzieł w historii polskiej myśli politycznej oraz stały się wyznacznikiem postrzegania polityki i społeczeństwa przez kolejne pokolenia przedstawicieli ruchu narodowego. Aktualność spostrzeżeń zawartych w wydanej ponad sto lat temu broszurze stanowi zarówno świadectwo intelektu autora, jak i dowód stagnacji w rozwoju moralnym narodu polskiego. 

Stawiając sobie za cel pobudzenie czytelnika do krytycznej oceny pozbawionej dojrzałości i zbudowanej na iluzjach polskiej filozofii polityki, Dmowski dokonał obnażenia szeregu błędów stojących u jej fundamentów. Podstawowym zadaniem, jakie przed sobą postawił, było konieczne do stworzenia nowoczesnego, zwartego i silnego organizmu narodowego, mającego świadomość swojej misji dziejowej uświadomienie czytelnika w dziedzinie zasad rządzących polityką. Szczególnie niebezpieczne i wymagające bezwzględnej krytyki było powszechnie panujące w polskim społeczeństwie odwoływanie się do zasad humanitaryzmu w sferze polityki międzynarodowej oraz naiwne przekonanie o istniejącej w tej dziedzinie „sprawiedliwości”. Tak infantylne nastawienie musiało posiadać swój grunt w charakterze narodowym ówcześnie żyjących Polaków. Dmowski zdawał sobie sprawę, że dziecinny i powszechny brak zrozumienia tego, czym powinna charakteryzować się polityka narodu, jest wynikiem wspólnych dla sporej części jego przedstawicieli wad.

Przeciętny Polak okresu popowstaniowego wykazywał cechy kompletnie nieprzystające do sytuacji. Mimo fatalnego położenia politycznego, zamiast rozbudzonego instynktu walki, wzmożonej pracy, wytężonego wysiłku intelektualnego, dominowały zupełnie odwrotne postawy: łagodności, kwietyzmu i beztroski. Przyczyną tego paradoksu była, zdaniem Dmowskiego, bierność naszego charakteru, ukształtowana w wyniku panujących w poprzednich wiekach stosunków społecznych. Bierność, która, wykoślawiając wszelkie stosunki wspólnotowe, nie pozwalała na zaistnienie zdrowych instynktów walki i czynu, jakimi odznaczali się nasi zaborcy, oraz wytwarzała specyficzny rodzaj indywidualizmu. Indywidualizm ten w przeciwieństwie do jego odpowiedników w krajach odgrywających pierwszorzędną rolę w polityce światowej nie przejawiał się czynnym zaangażowaniem każdej jednostki w życie polityczne i chęci urabiania przez nią rzeczywistości w ramach silnej wspólnoty narodowej. Polski indywidualizm przybierał za to postać skłonności do anarchizmu, mitomanii i dezercji z udziału w życiu wspólnotowym. Szczególnym problemem, na jaki zwracał uwagę Dmowski, było ukrycie się paraliżującej zdrowe odruchy bierności za fasadą haseł wspaniałomyślności, bezinteresowności, tolerancji.  Za ich pomocą starano się znaleźć usprawiedliwienie dla umysłowego lenistwa, tchórzostwa i uśpionego instynktu walki. Ciężko nie odnieść wrażenia, że tego rodzaju fikcja i resentyment nie zostały nigdy w stopniu zadowalającym wyrugowane z polskiego sposobu myślenia i w dalszym ciągu stanowią przeszkodę uniemożliwiającą skuteczne prowadzenie polityki i odpowiedni rozwój narodu.

Mimo swojej głębi „Myśli…”, poza kręgiem osób związanych z polityką, nie cieszą się należytą popularnością w polskim społeczeństwie. Prawdopodobnie mało któremu Polakowi mówi cokolwiek tytuł książki, nie wspominając o jego treści. Stanowi to smutny obraz sytuacji, w jakiej od kilkunastu lat znajduje się polskie środowisko narodowe oraz przejaw tego, jak mały jest jego wpływ na kształtowanie świadomości społecznej. Smucić musi również aktualność dzieła, która pokazuje, jak niewiele wniosków zostało z niego wyciągniętych i z jak wielkim trudem przychodzi nam krytyczne myślenie.

Dzieje bez dziejów. Teoria rozwoju wewnętrznego Polski.

Wydana w 1939 roku książka Jana Stachniuka stanowiła podsumowanie myśli autora wyłożonej  w latach 1937-1939 na łamach miesięcznika  „Zadruga”.  Urodzony  41 lat po Dmowskim Stachniuk zastał zupełnie inną już sytuację polityczną. Problemem nie było już odzyskanie bytu państwowego, a jego skuteczna obrona w dobie gwałtownych przemian w polityce światowej, rozwoju państw totalitarnych oraz wzrostu potęgi wojskowej i imperialnego nastawienia naszych sąsiadów. Jasne było, że jeśli Polska ma zachować w tych czasach suwerenność, musi jak najszybciej dorównać im poziomem gospodarczym, militarnym i demograficznym. Rzeczywistość obserwowana oczami Stachniuka nie napawała optymizmem. Zamiast atmosfery mobilizacji i wytężonej pracy w obliczu zbliżającego się niebezpieczeństwa i złej sytuacji wewnętrznej w państwie borykającym się z problem gwałtownie narastającej pauperyzacji w narodzie dominowała postawa sytości duchowej. Zdaniem Stachniuka proces historyczny, któremu został poddany naród polski w ostatnich wiekach, spowodował wytworzenie się charakteru narodowego niezdolnego dostosować się do panujących czasów oraz stawić czoła zbliżającemu się zagrożeniu. Czasy te bez wątpienia wymagały podjęcia szybkich i skutecznych działań naprawczych, które byłyby – zdaniem Stachniuka – skazane na niepowodzenie bez uprzedniego poznania warunków. Z kolei poznanie tych warunków musiało być poprzedzone właściwym zrozumieniem zasad panujących w epoce, z której wyrastały. Celem pracy było więc dokonanie szczegółowej analizy dziejów Polski od będącego zdaniem autora momentem przełomowym początku XVII wieku po czasy mu współczesne. Przełomowość pierwszych dekad XVII wieku miała polegać na zapoczątkowaniu wówczas procesu spajania polskości z katolicyzmem, który to miał od tej pory warunkować „ideologię grupy” rozumianą jako podstawy światopoglądowe oraz system wartości ideowych, kształtujący duchowy świat jednostki i nadający ton życiu społecznemu.

Odrzucając popularny wśród ówczesnych ugrupowań postępowych naiwny materializm historyczny redaktor naczelny „Zadrugi” za podstawowe źródło twórczości artystycznej, filozoficznej, gospodarczej, technicznej, politycznej czy naukowej uznawał siły duchowe. W jego koncepcji  katolicyzm, w dobie wielkich przemian wywołanych reformacją, wyniszczył zarodki każdego innego systemu religijnego, zapanował niepodzielnie na ziemiach polskich, w pełni kształtując duchowość polską i zwracając wszystkie pragnienia jednostki w kierunku zbawienia duszy w drodze kontemplowania i samotnego doskonalenia. Ograniczając tym samym wszelki wysiłek i pracę do wymogów fizycznego przetrwania, urzeczywistniał ideał społeczny pozbawiony potencjału rozwojowego. Wszelka twórczość kulturalna, cywilizacyjna oraz heroiczna postawa wobec życia, rozwijane przez narody bohaterskim i tragicznym wytężeniem, wśród wspólnot katolickich nie tylko nie znajdują uznania, ale budzą politowanie i przestrogę wobec przesadnego zajmowania się drugorzędnymi sprawami, będącymi częścią marności doczesnego świata. W wyniku takiej postawy psychika narodu musiała przejawiać cechy wegetacyjne, nietwórcze, co w praktyce przekładało się na przytłumioną aktywność życiową, bierność i mierność jego członków.

W wyniku swoich rozważań Stachniuk doszedł do wniosków zbieżnych z poglądami Maxa Webera wyartykułowanymi na kartach jego najsłynniejszej pracy  „Etyka protestancka a duch kapitalizmu”. Podobnie jak niemiecki socjolog, lider Zadrugi uważał, że następujące w wyniku reformacji zerwanie narodów germańskich (zwłaszcza: Anglików, Niemców, Holendrów i Szwedów) z linią rozwojową katolicyzmu dało początek wytworzeniu się w tych krajach przedsiębiorczego indywidualizmu kompatybilnego z duchem rodzącej się epoki kapitalistycznej. Indywidualizm ten, tkwiący korzeniami w protestantyzmie, miał, zdaniem autora „Heroicznej wspólnoty narodu”, niewiele cech wspólnych z tym, co zwykło określać się mianem indywidualizmu w Polsce. Był on motorem do rozwoju osobowości w sferze duchowej, czyli pielęgnacji i doskonalenia cech wrodzonych, oraz materialnej, gdzie przejawiał się urabianiem świata zewnętrznego wskutek zwiększania oddziaływania jednostki na świat rzeczy i ludzi, by następnie przekształcić go zgodnie z wyobrażeniem wytworzonym w wyniku rozwoju duchowego. Zdaniem Stachniuka, polski typ indywidualizmu, nazywany przez niego „personalizmem”, stanowił w swojej istocie zaprzeczenie indywidualizmu protestanckiego. Nie wykazywał on ekspansywnych cech rozwoju i, rezygnując z przekształcania świata zewnętrznego, zwracał się ku „czystemu, nagiemu ja”.

Ze względu na te różnice oba typy indywidualizmu wywierały zupełnie inny wpływ na wspólnotę, a przede wszystkim jej życie ekonomiczne. W teorii ruchu zadrużnego typ protestancki, oddziałujący na jednostki poprzez kalkulację i chęć zysku włączał je w tryby wielkiej machiny, w ramach której musiały przyjąć zasady narzucane przez siły rynkowe. Ukształtowane w takich warunkach narody składały się z charakterów o skierowanych na zewnątrz przebojowych skłonnościach, z których wypływały witalność, uczucie dumy, godności oraz męska twardości i szczerość, wytwarzające grunt pod entuzjazm w działaniu, rozwój zmysłu przedsiębiorczości i organizacji. Z kolei typ katolickiego personalizmu wytworzyć miał „ideologię grupy” opartą na innych zasadach. Stan duchowy opanowujący jednostki nie przejawia się w  wytężonej woli twórczej, lecz w będącym następstwem personalizmu i woli wegetacji ckliwym sentymentalizmie i uczuciowości. Te z kolei wprowadzają naród w stan bierności, rezygnacji z działań wymagających heroicznego wysiłku, słodkiego bezruchu i zamknięcia się na świat zewnętrzny. Ukształtowany w ten sposób charakter narodu pozbawiony jest możności odczuwania potęgi, zmysłu organizacji, siły, zapału i dumy.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Jan Stachniuk w swojej książce nie bał się wysuwać daleko idących wniosków, a jego ocena charakteru narodowego cechuje się sporą odwagą. Mimo wielu celnych, często zbieżnych z Dmowskim spostrzeżeń dotyczących polskich wad (zwłaszcza bierności, kwietyzmu i humanitaryzmu), winę za ich występowanie zbyt dogmatycznie przypisywał katolicyzmowi. Wszelkie inne czynniki, inaczej niż u Dmowskiego, nie odgrywały jego zdaniem najmniejszej roli. Zaślepienie manią antykatolicką mogło spowodować zlekceważenie innych determinantów opisywanego stanu rzeczy. Dowód zaślepienia Stachniuka stanowią pojawiające się na łamach miesięcznika „Zadruga” zarzuty wysuwane w kierunku religii katolickiej o  zjudaizowanie polskiego charakteru narodowego przy jednoczesnej aprobacie protestantyzmu nawiązującego w znacznie większym stopniu do tradycji starotestamentowej. W obliczu dobrej znajomości wspomnianej wcześniej pracy Webera ciężko znaleźć inny powód dla tak rażącego błędu teologicznego popełnionego przez Stachniuka niż antykatolicka fobia połączona z antysemickimi uprzedzeniami. Wielka szkoda, bo w obliczu przenikliwego intelektu redaktora naczelnego „Zadrugi” analiza innych źródeł rozkładu polskiego charakteru narodowego na pewno stanowiłaby punkt wyjścia do inspirujących przemyśleń. Zostawiając jednak na boku pryncypialność i obsesje Stachniuka, trudno nie zauważyć, że w ostatnich stuleciach narody protestanckie odgrywały na ogół większą rolę w polityce światowej niż narody katolickie. Radzą one sobie lepiej w większości sfer życia społecznego, zwłaszcza ekonomicznej, militarnej i naukowej.

Narodowcy w III RP wobec ułomności charakteru narodowego Polaków

W czasach III RP warstwy intelektualne ruchu narodowego nie poświęcały problematyce polskiego charakteru narodowego zbyt dużo uwagi. Rzadko na łamach wydawanych przez jego przedstawicieli czasopism nawiązywano do tego obszaru dziedzictwa Dmowskiego i Stachniuka. Opracowane jeszcze przed wojną dzieła, mimo aktualności wielu spostrzeżeń w nich zawartych, nie są analizą w pełni przystająca do czasów współczesnych. Nowe wyzwania i zagrożenia oraz zupełnie inne uwarunkowania geopolityczne sprawiają, że posiadający tak znaczący potencjał dorobek dwóch wielkich intelektualistów powinien służyć dziś jedynie jako punkt wyjścia do głębszej rozprawy z wadami narodowymi.

W dzisiejszych czasach dominuje znamionująca chęć samousprawiedliwienia, tendencja do upatrywania przyczyn naszego położenia w nieszczęśliwym splocie okoliczności wynikającym z rozstrzygnięć II wojny światowej i postanowień jałtańskich. Otaczająca rzeczywistość rzadko oceniana jest przez pryzmat polskiego charakteru narodowego, jak gdyby zbiorowa bojaźń zabraniała stwierdzenia, że w największej mierze to my sami jesteśmy odpowiedzialni za sytuację w państwie. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że współczesne przemyślenia i rozważania nieczęsto wychodzą poza obszar debaty wąskiego grona działaczy poszczególnych organizacji narodowych, tracąc tym samym możliwość dotarcia do większej części społeczeństwa. Dotyczy to nie tylko naszych opinii na temat charakteru narodowego, ale również wyznawanej definicji narodu czy innych istotnych fundamentów światopoglądu. Brak zadowalającej popularyzacji naszych poglądów skutkuje niezrozumieniem podstaw idei narodowej wśród osób z nią sympatyzujących, niezaangażowanych w działalność w ramach organizacji. W konsekwencji zbyt rzadko zwolennicy szeroko rozumianej prawicy dokonują ocen z perspektywy interesu narodowego. Przedstawiciel środowiska nacjonalistycznego z zazdrością może patrzeć na to, z jakim fanatyzmem w debacie publicznej sympatycy środowiska koliberalnego potrafią bronić podniesionej do rangi dogmatu wolności jednostki. Obrona ta jest oczywiście często błędna, szkodliwa, a w swoim prymitywizmie niekiedy nawet śmieszna. Nie zmienia to jednak faktu, że konsekwentna formacja w środowisku koliberalnym przyniosła pożądane z jego perspektywy skutki.

Mierne uformowanie części zbiorowości określającej swoje poglądy jako narodowe oraz niedostateczne wykorzystanie w tym celu przede wszystkim Marszu Niepodległości, który z każdym rokiem zmiękczał swój przekaz, zemściły się odpłynięciem potencjalnych nacjonalistów w kierunku partii rządzącej. Co gorsza, przez lata temat wad narodowych oraz uświadomienia, jak wielkim zagrożeniem jest siejąca degenerację moralną w państwach zachodnich nowa lewica, nie były z należytą powagą poruszane. Produktem tego jest błędne i niebezpieczne przekonanie większości przeciętnych prawicowców, że Polska na zawsze pozostanie ostoją wartości narodowych, katolickich i konserwatywnych, a nasz naród jest odporny na agresywną propagandę i przenikanie z Zachodu wszelkich szkodliwych treści.

Bezdroża własnej propagandy

 Śledząc losy narodów europejskich, zostawiając na boku postawy życzeniowe, trzeba z bólem serca stwierdzić, że na tę chwilę Polacy wnieśli w rozwój cywilizacyjny mniej niż inne narody europejskie. Postępująca degeneracja moralna nie zmienia faktu, że kraje Europy Zachodniej nawet dzisiaj stoją gospodarczo i militarnie wyżej od Polski oraz odgrywają od niej większą rolę w polityce światowej. Tym bardziej powinno zastanawiać nas, dlaczego w tak łatwy sposób dało się wmówić ogromnej liczbie mających dobre intencje patriotów, że zbliżające się zagrożenie trafi u nas na zaporę w postaci bardziej konserwatywnego i nacjonalistycznego charakteru naszego narodu.

Otóż charakter naszego narodu nie jest konserwatywny ani tym bardziej nacjonalistyczny. Casus szeregu jeszcze do niedawna bardziej zachowawczych państw niż Polska pokazał, że odpuszczenie wojny kulturowej oraz pozostawienie nowej lewicy pola w przestrzeni publicznej może w stosunkowo krótkim czasie wywrzeć zmiany w światopoglądzie ogromnej części obywateli. Należy tu również uwzględnić fakt, ze nowolewicowa agenda swoją batalię zaczęła w Polsce kilkadziesiąt lat później ze względu na odcięcie naszego kraju od świata zachodniego. Mimo poślizgu czasowego jej dokonania już powinny budzić niepokój. Odbywające się od jakiegoś czasu w szkołach „tęczowe piątki” nie wywołują sprzeciwu rodziców dzieci poddawanych budzącej odrazę indoktrynacji, nie mówiąc już o paradach równości, które w największych polskich miastach przechodzą, nie spotykając się z negatywnymi reakcjami mieszkańców. W obliczu błyskawicznie postępującej laicyzacji młodego pokolenia należy spodziewać się, że postulaty środowisk LGBT mogą w przyszłości zyskiwać poparcie wśród coraz mniej religijnej młodzieży. Dziwić może fakt, że brak działań podejmowanych w celu ograniczenia tej agresywnej propagandy przez partię rządzącą nie odbija się spadkiem poparcia. Stwarza to wrażenie niezrozumiałej obojętności na sprawy światopoglądowe u elektoratu określanego mianem tradycjonalistycznego.

Od kilku lat zmagamy się z problemem masowej migracji z Ukrainy, a także wzrastającą liczbą obcych kulturowo przybyszów z Dalekiego Wschodu. Jeszcze  w 2015 roku w trakcie licznych protestów, wywołanych sprzeciwem wobec unijnych projektów relokacji migrantów z Syrii, Afganistanu i Iraku, społeczeństwo wykazywało zdrowe odruchy. Dziś, gdy na ulicach polskich miast widać i słychać zmiany w strukturze etnicznej państwa, nie widać przejawów niepokoju ani spadku poparcia dla partii, która w 2015 roku wygrała wybory, również dzięki antyimigranckiej retoryce. Coraz popularniejsze stają się natomiast opinie, że skoro przez wiele lat nasi rodacy emigrowali na Zachód, to teraz w ramach dziwnie pojmowanej skrajnie antynacjonalistycznej sprawiedliwości dziejowej powinniśmy przyjmować imigrantów – o ile tylko pracują i płacą podatki, jak gdyby w całkowity sposób marginalizowało to wszelkie zagrożenia płynące z obecności dużej liczby przedstawicieli innego narodu w naszym państwie. Całkowity brak podstaw myślenia w kategoriach wspólnotowych stwarza zagrożenie dla rozwoju multikulturalizmu w Polsce, zwłaszcza w obliczu coraz częstszych wypowiedzi wysoko postawionych polityków Prawa i Sprawiedliwości odwołujących się do tradycji jagiellońskiej.

W wielu państwach Unii Europejskiej coraz częściej do głosu dochodzą partie nacjonalistyczne i niepodległościowe mówiące wprost o niepowodzeniu tego projektu oraz potrzebie jego opuszczenia. W Polsce natomiast próżno dopatrywać wzrostu poparcia dla postulatów eurosceptycznych, nie mówiąc już o pomysłach wyjścia ze struktur. Mimo że Unia na pierwszy rzut oka jest narzędziem służącym do realizacji interesów najsilniejszych państw członkowskich (przede wszystkim Niemiec) oraz rości sobie prawo do dalszego poszerzania swoich kompetencji kosztem państw narodowych,  Polacy, którzy podobno tak miłują swoją niepodległość, należą do jednych z najbardziej euroentuzjastycznie nastawionych członków wspólnoty. Dziecinne przekonanie, że najlepszym rozwiązaniem dla narodu jest włączenie go w struktury organizacji międzynarodowej, która zapewni powszechny pokój i sprawiedliwość, ciągle paraliżuje możliwość prowadzenia jakiejkolwiek podmiotowej polityki, pozostawiając nam rolę narzędzia do realizacji cudzych interesów. Dla porównania, będące często obiektem kpin ze strony wiecznie zadowolonych z siebie Polaków o prawicowych przekonaniach, narody angielski i francuski były w stanie z powodzeniem walczyć o swoją godność, czego przejawem były protesty „żółtych kamizelek” oraz tegoroczny brexit.

W momencie zakończenia w 2015 roku rządów totalnie skompromitowanej koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz przejęcia władzy przez obóz centroprawicowy Prawa i Sprawiedliwości w konserwatywno-narodowo nastawionej części społeczeństwa pojawiło się przekonanie o nastaniu lepszej rzeczywistości. Brak spadku poparcia dla obozu rządzącego w obliczu jego jawnej tolerancji dla zjawisk, które z perspektywy chrześcijańskiej i narodowej powinny budzić niepokój, wskazuje, że opisywane przez Dmowskiego i Stachniuka bierność, kwietyzm, dziecinny humanitaryzm, łatwe popadanie w nieuzasadnione stany optymizmu, niechęć wobec stawiania sobie ambitnych celów oraz brak świadomości konieczności ciągłej walki nadal stanowią wady charakteru narodowego Polaków.

Wnioski

W ostatnich dziesięcioleciach w publicystyce polskiego ruchu narodowego brakowało poważnych rozważań na temat naszego charakteru narodowego. Ponosi  zatem środowisko narodowe współodpowiedzialność za wkład w ukształtowanie polskiego typu patrioty zaklinającego rzeczywistość, człowieka o niezmąconym poczuciu optymizmu. W obliczu silnej bezpardonowej propagandy oddanych sprawie, ideowych, lewicowych aktywistów, dalsze brnięcie w przyjętym kierunku nie może doprowadzić do niczego dobrego. Naszym celem musi być uświadomienie jak największej liczby obywateli ceniących wartości konserwatywne, chrześcijańskie i narodowe o konieczności ciągłej walki w urzeczywistnianiu swoich ideałów. Ten krótki artykuł stanowi zachętę do podjęcia bardziej ambitnych badań dotyczących polskiego charakteru narodowego. Rozważania na temat kondycji moralnej narodu są jednym z podstawowych zadań nacjonalizmu, wynikającym z jego specyfiki. Nigdy nie wolno zapominać, że obiektywna i krytyczna ocena rzeczywistości jest pierwszym krokiem do przeobrażeń w dziedzinie postrzegania przez społeczeństwo współczesnej polityki. Pierwsza połowa 2020 roku być może całkowicie odmieni otaczający nas świat. W dobie tych przełomowych wydarzeń nowoczesny polski nacjonalizm musi stawiać sobie jak najwyższe cele.

Arkadiusz Jabłoński

Polityka Narodowa nr 23

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *