Wojciech Kwasieborski: Zadania szkoły

Wojciech Kwasieborski: Zadania szkoły

Powiedzieliśmy wyżej, że zadaniem szkoły jest przygotowywanie młodych pokoleń do twórczego rozwijania i bogacenia cywilizacji polskiej. Cywilizacja narodu wielkiego nie jest nigdy odbitką jakiegoś, jednego, sztywnego szablonu. Tej zasadniczą cechą jest różnorodność, wszechstronne zróżnicowanie, połączone w harmonijną, jednolitą całość, będącą wyrazem duszy narodu. Twórcami cywilizacji nie są zatem, sfabrykowane według jednego szablonu, „zestandaryzowane” ludzkie maszyny, ale ludzie, różnorodni w swym typie psychicznym, zdolnościach, zamiłowaniach i kierunku twórczości. Instytucją, kształcącą takich właśnie świadomych twórców cywilizacji polskiej, jest szkoła. Szkoła nie może być zatem zbudowana zarówno pod względem swej formy, jak i pod względem treści realizowanego przez siebie, programu, jako jednolity, sztywny szablon taki sam dla wszystkich.

Pierwszym więc postulatem, jaki stawiamy szkole, jest jej różnorodność, daleko posunięte zróżnicowanie zarówno formalne, jak i programowe. Szablon szkolny – nieodrodne dziecko poglądów oświatowych ubiegłego wieku – jest narzędziem okrutnym, bo ugniatającym mechanicznie rozwijającą się, tętniącą życiem umysłowość młodzieży. Ośmioklasowe gimnazjum, do niedawna w Polsce obowiązujące, było jako koncepcja naukowo-wychowawcza, jedną z największych potworności, jaką w dziedzinie oświaty wymyślono. Pod pokrywką „ogólnego wykształcenia” wtłaczało ono młodzież w jedną sztywną formę, bez wyjątku taką samą dla wszystkich, produkując w rezultacie płytkich dyletantów. Zadaniem szkoły nie jest więc danie wszystkim tego samego w dziedzinie wiedzy, ale danie każdemu Polakowi tego, do czego dana jednostka jest uzdolniona i co może być przez nią najowocniej wykorzystane w twórczej pracy dla wielkości Polski.

Szkoła musi dać odpowiedni zakres wiedzy każdemu Polakowi. Odpowiednia szkoła dla każdego – oto narodowo-radykalny demokratyzm oświatowy, zasadniczo różny od doktrynerskiego demokratyzmu ubiegłego okresu, wtłaczającego wszystkich do takiej samej szkoły. „Nie o to chodzi – pisze katolicki autor pedagogiczny, ks. Michał Klepacz – by wszyscy kończyli gimnazjum i uniwersytety, ale by wszyscy otrzymali takie wykształcenie, do jakiego mają zdolności. I tu wchodzimy w sedno sprawy, w treść demokracji: idem cuique musi być zmienione na suum cuique”. Oczywiście pewien określony zakres wiedzy musi być taki sam dla wszystkich. I to zakres bynajmniej nie niski. Zróżnicowanie naukowe dopiero wówczas posiada trwałą wartość i staje się w cywilizacji narodowej czynnikiem twórczym, jeśli jest oparte na głębokim fundamencie wykształcenia ogólnego, niezbędnego dla wyrobienia kultury umysłowej człowieka. Ale podobnie i tutaj: ów zakres wykształcenia ogólnego nie może być ten sam dla wszystkich, ale musi być dostosowany do kierunku i dziedziny twórczości życiowej danej jednostki, a z drugiej strony musi być ograniczony w porównaniu z dotychczasowym jego arsenałem, obowiązującym w naszej szkole średniej ogólnokształcącej.

Drugim obok kształcenia umysłu, tradycyjnym zadaniem szkoły jest wychowywanie. Czy szkoła zadanie to spełnia? By na powyższe pytanie odpowiedzieć, trzeba zastanowić się nad treścią, którą nowe czasy włożyły w pojęcie wychowania. Treść ta różni się znacznie od tego, co dawniej pod pojęciem wychowania rozumiano. Nowoczesne wychowanie narodowe w najszerszym słowa tego znaczeniu posiada tendencje totalne, to znaczy dąży do jak najwszechstronniejszego i jak najgłębszego objęcia swego przedmiotu – jednostki ludzkiej, do jak najściślejszego zespolenia jej z narodową wspólnotą. Nowoczesne wychowanie narodowe nie polega już na mówieniu opowiastek o ojczyźnie i czytaniu życiorysów bohaterów narodowych; przemawia ono także do charakteru, wykuwa w nim cechy, dzięki którym charakter jednostki staje się narodowo-twórczym, zaprawia go nie tylko mówieniem o ideałach, ale przede wszystkim przeprowadza go przez hartującą pracę nad realizacją ideałów. Jeśli więc tak pojmujemy treść wychowania narodowego, to nie ulega wątpliwości, że szkoła nie jest dostatecznie skutecznym instrumentem wychowawczym. Składa się na to szereg przyczyn. Przede wszystkim choćbyśmy, zgodnie z nowymi tendencjami w tej dziedzinie, przepoili cały program szkolny duchem wychowawczym, zasadnicze nastawienie szkoły pozostanie nadal intelektualistycznym, obliczonym na kształcenie przede wszystkim umysłu. Po wtóre typ pracy szkolnej nie sprzyja zadaniom wychowawczym. Wychowawcą szkolnym jest nauczyciel, a historia wszystkich pokoleń uczniowskich jest przede wszystkim barwną historią „kawałów”, robionych „belfrowi” przez sprzysiężoną przeciwko niemu bandę niewdzięcznych wychowanków. Nie chcę przez to powiedzieć, że obopólne zaufanie i przyjaźń między nauczycielem i klasą są niemożliwe; bynajmniej, są nie tylko możliwe, ale – wiemy to wszyscy z własnych szkolnych czasów – spotyka się je często. Nauczyciel jednak jest głównie zwierzchnikiem i sędzią, nie jest natomiast towarzyszem, nie jest kolegą, stąd nie powstaje między nim i wychowankami ten specyficzny węzeł moralny, ogromnie twórczy wychowawczo, jaki może się zadzierzgnąć w organizacji wychowawczej, gdzie kierownikiem jest człowiek z tego samego co i podwładni pokolenia, a więc nie tylko kierownik, lecz i towarzysz pracy i zabawy.

Braki wychowawcze szkoły nie uszły, rzecz prosta, uwagi teoretyków wychowania i zawodowych pedagogów. Cytowany wyżej ks. Klepacz stwierdza je bardzo niedwuznacznie: „szkoła dzisiejsza – pisze on – na ogół nie czyni zadość postulatowi kształtowania osobowości. Ona ciągle jeszcze tylko uczy, a nie umie przy nauce wychowywać. Wyostrzając intelekt, zapomina ona o tym, że jest on najpotężniejszym ze wszystkich narzędzi człowieka, ale tylko wówczas, gdy nim włada dzielny charakter, dojrzała osobowość”. My idziemy jeszcze dalej od cytowanego autora, uważamy bowiem, że szkoła w ogóle nie jest zdolna, z wyłuszczonych wyżej względów, podołać tym wszystkim zadaniom, jakie nakłada nowoczesne wychowanie narodowe. Naród musi mieć zatem w ręku, skuteczniejszy od szkoły, instrument do wychowywania swych młodych pokoleń. Instrumentem takim będzie Powszechna Organizacja Wychowawcza. Nie zatrzymujemy się dłużej nad tym zagadnieniem, które wykracza poza ramy niniejszego tematu. Szczegółowsze uwagi o strukturze, treści i metodzie pracy organizacji wychowawczej skreślone zostały gdzie indziej, do nich więc odsyłamy czytelnika.

Szkoła nie jest wiec, wystarczającym dla nowych czasów, instrumentem wychowawczym. Czy znaczy to, że w ogóle pozbawiona jest pierwiastków wychowujących? Bynajmniej. Pewne wartości wychowawcze tkwią w każdej szkole o najbardziej nawet intelektualistycznym nastawieniu. Wynika to stąd, że oświecanie, kształcenie zdolności poznawczych ma głębokie następstwa dla całej psychiki człowieka. Tak na przykład czytanie w klasie „Beniowskiego” Słowackiego daje nie tylko szereg formalnych wiadomości stylistycznych i historyczno-literackich, ale kształci także zmysł estetyczny, oddziaływuje na całokształt kultury duchowej ucznia. Podobnie rozwiązywanie zadań geometrycznych daje w rezultacie nie tylko znajomość twierdzeń i prawideł, ale uczy także logiki i ścisłości myślenia. Przez nauczanie może szkoła bardzo wiele osiągnąć w dziedzinie ogólnego kształcenia osobowości. Chodzi tylko o to, żeby nie tylko atmosfera szkolna, ale całość programu była wewnętrznie Dowiązana jedną podstawową ideą, by stanowiła nie zlepek najrozmaitszych „kawałków”, zaś harmonijną, logiczną, zgodną całość, wyrastającą z jednego poglądu na świat. Następnie zaś szkoła musi być jak najściślej związana z kulturalnym, politycznym i gospodarczym życiem narodu. Program nauki musi młodzież w to życie wprowadzać. Wreszcie nauka szkolna nie może polegać na wtłaczaniu do młodych głów pewnej ilości formułek, ale głównym jej zadaniem musi być rozwijanie samodzielności myślenia, umysłowej przedsiębiorczości i inicjatywy.

Wojciech Kwasieborski

Podstawy narodowo-radykalnej przebudowy szkoły polskiej, 1937 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *